Opowieść z Wysp Owczych - Nólsoy

Opowieść z Wysp Owczych - Nólsoy

Zacznę od tego, że tytuł posta nie jest przypadkowy. Nawiązuje do książki Marcina Michalskiego i Macieja Wasilewskiego "81:1. Opowieści z Wysp Owczych", którą szczerze polecam wszystkim zainteresowanym tą destynacją (i nie tylko!).  


plaża w Miðvágur

Staram się sobie przypomnieć moment, kiedy pierwszy raz usłyszałam o Wyspach Owczych. O tym, że istnieją i że oprócz owiec mieszkają tam jeszcze ludzie. Musiało być to dobre 10lat temu, kiedy mój wujek oznajmił, że wyjeżdża tam do pracy. Wpisując w google wiadome hasło oniemiałam, widząc drewniane chatki porośnięte trawą i wszechobecną zieleń. Ale wujek w końcu zamiast na Wyspy wyjechał do Norwegii. I tym samym zapomniałam o tych 1400 kilometrach kwadratowych zamieszkałych przez 50tys. ludzi. Na kilka lat zapomniałam o 18 wyspach położonych między Islandią, Wielką Brytanią, a Norwegią które zdarza się niektórym na mapie świata i informacjach pogodowych pomijać.

Kilka lat później Wojtek wysłał mi piosenkę Mariusa Ziski


Której język przypominał trochę islandzki, ale nie do końca. 
Farerski? Ale co to za język i kto go używa i gdzie?? 
Farerski, bo Føroyar, czyli Faroje. Czyli Wyspy Owcze. Tym razem o nich nie zapomniałam i w styczniu 2017 mieliśmy już bilety na sierpniowy lot Kopenhaga-Vagar.

Kiedy komuś opowiadałam, że wybieram się na Wyspy Owcze, sporo osób reagowało "Ah, to tam, gdzie odbywają się coroczne rzezie grindwali!", co mnie szczerze zaskoczyło. Owszem zdawałam sobie sprawę z owego precedensu, ale nie wiedziałam, że budzi on tak ogromne poruszenie. Nie mam zamiaru wyrażać na ten temat zdania, bo moje uczucia są co do tego mieszane. Jednak dziwi mnie to, że miejsce mające tyle do zaoferowania, posiadające tak ciekawą historię, przyrodę i kulturę kojarzone jest głównie z dość przykrą tradycją. A na niej przecież Wyspy Owcze się nie kończą:)

Dla niektórych może być to oczywiste, dla niektórych wcale, dlatego słowem wstępu podam kilka faktów z "życia" Farojów. Jest to terytorium zależne od Danii, posiadające jednak dużą autonomię, np. nie podlegają pod UE. Nie do końca jest do dla mnie zrozumiałe, ponieważ Dania jest krajem członkowskim UE, a mieszkaniec Wysp Owczych posiada obywatelstwo (duńskie) unijne a co za tym idzie może korzystać z wszelkich swobód i udogodnień z tym związanych. W tym samym momencie Wyspy Owcze nie podlegają ograniczeniom dotyczącym połowu ryb a terenie UE, bo teoretycznie do niej nie należą. A ich gospodarka głównie na rybołówstwie się opiera. Mogą więc łowić ich ile tylko chcą (przede wszystkim łososie i pstrągi).


 łososiowa/pstrągowa farma przy Sandavágur


Obowiązują dwa języki: farerski i duński, przy czym dzieciaki jako pierwszego uczone są farerskiego. Obowiązują korony duńskie, ale też farerskie, które mają dokładnie taką samą wartość. Ja i tak wymieniałam na farerskie, jeśli spojrzycie, zrozumiecie dlaczego...



To najpiękniejsze banknoty jakie widziałam, przedstawiające krajobrazy Wysp. Na przykład na banknocie 200 zobaczymy niezamieszkałą wysepkę Tindhólmur, a na 50 no... owce. I taką jedną pięćdziesiątkę zostawiłam sobie ze pamiątkę, zamiast za nią kupić pamiątki sklepowe.





W Północy jest coś niezwykle pociągającego, coś, co co roku każe mi wybierać ten kierunek choć na chwilę, na parę dni. Nie wiem, czy chodzi o tą soczystą zieleń i wszechobecny wiatr, rześkie powietrze. Czy chodzi o te języki zupełnie dla mnie niezrozumiałe, czy o wielką (to jest pojęcie względne) wolną przestrzeń, czy poczucie bezpieczeństwa. A może o spokój? Może chodzi o te wszystkie skandynawskie filmy, które obejrzałam, muzykę, której posłuchałam, albo książki, które przeczytałam? A może chodzi o całość, o wszystko po trochu?

Nie wiem, ciężko mi powiedzieć. Boję się tylko, że z Farojami stanie się to, co stało się w ostatnim czasie z Islandią. Że pewnego dnia zostaną zalane ogromną ilością turystów, ktoś stworzy asfaltowe szlaki, a żeby zrobić zdjęcie wodospadowi na tle Gásadalur trzeba będzie stać w kolejce. To właśnie ten spokój i ta pustka są tak pociągające i to one tworzą miejsce niepowtarzalnym. Do Reykjavika od roku (jak nie dłużej) z Polski mamy bezpośrednie loty z kilku miast, 3 lata temu nie było żadnego. Podobnie jest z innymi europejskimi krajami, a wzrost obsługiwanych pasażerów na lotnisku w Keflaviku w zeszłym roku wynosił około 40%. To mnie przeraża. Żeby dostać się na Wyspy trzeba zadać sobie nieco więcej trudu i mam nadzieję, że tak zostanie. I nie piszę tego złośliwie. Po prostu uważam, że jeżeli komuś bardzo zależy, to i dostanie się na lotnisko w Danii, czy Norwegii, żeby trafić na Wyspy. Jeśli nie, wybierze jakiś kierunek łatwiej dostępny. 

Z najbliżej położonych nam miejsc bezpośrednie loty są z Kopenhagi i Bergen. My lecieliśmy Atlantic Airways i polecam z całego serca. Od jakiegoś czasu czuję paniczny lęk przed lataniem i przy startach zdarza mi się płakać. Tutaj obsługa lotu wprowadziła superprzyjemną atmosferę (choćby farerską muzyczką przed startem:D), nieco rozładowując moje napięcie. Rozbawiło mnie też oparcie fotela, wyjęte niczym z googlowskiego translatora:


Polaków jest tam całkiem sporo, mieli więc z kim to skonsultować. No cóż... :))
Oprócz tego w cenie lotu mieliśmy dodatkowy bagaż. Nie braliśmy namiotu (i wy też nie bierzcie, bo się nie przyda), więc sporo miejsca w plecakach przeznaczyliśmy na jedzenie, które na FO jest straszliwie drogie i które pozwoliło nam zaoszczędzić dużo pieniędzy. Polecam też zabrać ze sobą termosiki, bo on nam w deszczu i wietrze ratował życie ciepłą herbatą. I plastikowe pudełka na jedzonko polecam też.



Szetlandy w drodze na Faroje. Tam mnie jeszcze nie było!


No dobrze, ale jak już dolecimy, odbierzemy bagaż i tak dalej pojawia się pytanie:

Gdzie spać?

Pomyśleliście namiot? Jeżeli miałby być to wasz jedyny dom podczas całego pobytu, ja mówię: NIE RÓBCIE TEGO. Większość dni w roku jest wietrzno-deszczowa, a pogoda zmienia się z minuty na minutę. I ten deszcz to nie deszcz taki, jaki znamy. On pada ZEWSZĄD. Nawet nie jesteś w stanie powiedzieć skąd. Pewnego dnia jedząc śniadanko planowaliśmy trekking z Tórshavn do Kirkjubøur. Wyglądało na to, że trochę pada, ale nie jest źle. Jak bardzo się myliliśmy...

Te zdjęcia tego nie oddają, ale naprawdę nie dało się iść. Pojechaliśmy więc do Kirkjubøur autobusem tam i z powrotem, a potem w domu oglądaliśmy Twin Peaks. Teoretycznie trochę zmarnowaliśmy dzień, ale z drugiej strony chodzenie w deszczu, kiedy czujesz jakby ktoś w twarz dał Ci wiadrem zimnej wody nie jest niczym przyjemnym. Nic na siłę.





 Nawet Laika miała dość

Czy wystarczająco przekonujące? Mam nadzieję że tak. W takich momentach załamania pogody myślałam o dwóch Francuskach spotkanych na lotnisku w Kopenhadze, a potem w drodze do
Tórshavn. Z rozmowy wynikało, że przyjechały tu na dwa tygodnie, bez namiotu - jedynie ze śpiworami i liczą na darmowy nocleg wśród lokalnej ludności. Kiedy pytaliśmy, jakie mają plany na najbliższe dni powiedziały, że nie wiedzą, bo generalnie nie wiedzą, co jest tutaj do zobaczenia i co się tu robi i że ogólnie to jolo. Ok, każdy podróżuje jak chce, niektórzy przyjmują taktykę żerowania na lokalsach i ignoracji, bo ja przyjeżdżam - ja wymagam. Jak dwóm stronom to nie przeszkadza to mi nic do tego. Ale taka postawa w obliczu Wysp i ich zmiennej pogody jest dość ryzykowna.

Wracając do pytania - jakie są opcje spanka oprócz namiotu?
Ano jest ich kilka.

Na samym początku próbowaliśmy kombinować z couchsurfingiem, ale niewielu Farerów jest aktywnym couchem, dlatego żeby nie ryzykować kilka miesięcy przed lotem zarezerwowaliśmy Airbnb na Nólsoy - wyspie położonej tuż obok stolicy - Tórshavn, która z kolei leży na Streymoy. Wybór był motywowany głównie względami finansowymi - było to najtańsze Airbnb jakie znaleźliśmy. Wynikało to z tego, że na wyspę prowadziła jedna droga - morska. Trzeba było dostać się promem. My zdecydowaliśmy sie na tygodniowy bilet turystyczny, który uwzględniał autobusy, a także promy - nie musieliśmy więc dodatkowo za przeprawy dopłacać.

Oczywiście jest opcja spania w hotelach i hostelach, których ceny są przerażające.

Jest też opcja, której my wcześniej nie rozważyliśmy i czego bardzo żałujemy. Byliśmy pewni, że wynajem samochodu będzie bardzo drogi, więc nawet nie podjęliśmy kroków, bo sprawdzić ile to tak naprawdę nas wyniesie (://///////////////////////////////////////////////////////////////////////////).
Okazało się, że wypożyczenie samochodu nawet na dwie osoby jest bardzo opłacalne. Dość sporo kampingów na Wyspach, gdzie masz dostęp do prądu, ciepłej wody i rozłożenie namiotu (JEŻELI WARUNKI NA TO POZWOLĄ). A jak nie, to możesz spać w samochodzie. Nasz znajomy za 3dniowe wypożyczenie średnich rozmiarów Suzuki (nie znam się na modelach....) zapłacił 500zł. Jak na Wyspy i ich ceny - bardzo spoko.

No więc my wybraliśmy Airbnb i wybraliśmy Nólsoy.  Jest to nazwa wyspy, a także jedynej osady na tej wyspie będącej. W domu, w którym mieszkaliśmy był jeszcze jeden airbnb'owy(?) pokój. Najpierw naszym sąsiadem był Arnau z Barcelony, który był królem życia - przez swój tygodniowy pobyt na Wyspach ANI RAZU NIE PADAŁO. Rozmawiając potem z naszymi hostami potwierdzili to, mówiąc, że jest to niespotykana sytuacja i sami są zdziwieni, że ostatnio tak mało pada. 
Po tym, jak Arnau wyjechał wprowadził się... Polak. Andrzej:) Fan wysp, na Azorach był z osiem razy, podobnie na Maderze. Po Wyspach Zielonego Przylądka przyszedł czas na Faroje:)




                                                         poobiadowe piwko z Andrzejem

Codziennie rano, spiesząc się na prom na Streymoy mijaliśmy kanapę stojącą w środku portu, co wyglądało bardzo absurdalnie i bardzo śmiesznie i marzyło mi się tam zdjęcie.


Kiedy w końcu zdecydowaliśmy się zajść na foteczkę, kanapy już nie było:(((((((((

Generalnie życie na Nólsoy mijało nam przyjemnie i sielankowo, wieczory głównie spędzaliśmy tam ze względu na godziny odpływania promów.

Nie powiem, całkiem przyjemny spot na wypicie piwka

 
 

 Naczelne owce i barany Nólsoy:)
























I tak to się właśnie spokojnie żyło na tej farerskiej wsi....


Ciąg dalszy nastąpi. Po więcej praktycznych informacji odsyłam Was do Macieja i jego bloga, który przed wyjazdem (po nim również!) był dla mnie skarbnicą wiedzy i inspiracji. Jego dawka informacji, forma i  rzetelność przekraczają wszelkie granice:)


DWA LATA CISZY - JAK TO TAK I PO CO

DWA LATA CISZY - JAK TO TAK I PO CO



NIE BYŁO NAS DWA LATA. 

Głównie z powodu kolejnego hakerskiego ataku, w związku z którym nasza strona została zrównana z napisem "Sorry, that page doesn't exist!!" albo coś w ten deseń. Lenistwo i wizja trzeciego podejścia odbudowywania bloga od zera skutecznie nas zniechęciły na ten długi czas do wspólnego działania. Ale to nie było tak, że całkowicie zaprzestałyśmy uzewnętrzniania internetowego, o nie. Oprócz szalonych instagramów (prawy górny róg strony) każda z nas znalazła własne miejsce wyrażania się
Więc nie siedziałyśmy i pierdziałyśmy w stołek!

Może się wydawać, dwa lata że to bardzo dużo albo bardzo mało, zależy jak na to spojrzeć.

Jak jesteś z kimś całe życie to wydaje się niewiele

Jak studiujesz to wydaje się sporo, bo to prawie cały licencjat
Jak miałbyś wyjechać w podróż dwuletnią to na maksa dużo czasu
Jakbyś miałbyś stać dwa lata w kolejce albo jechać pociągiem to to jest bardzo długo
Albo rozmawiać z kimś przez telefon przez dwa lata:oooooooooo nieźle

Zostawmy jednak to fantazjowanie na razie na boku i przejdźmy do konkretów, czyli


Co przez te dni się u nas zadziało?



Ano sporo rzeczy, w większości tych dobrych. Jedną z ważniejszych jest fakt, że bloga nie prowadzi już Basia Budnik i Daria Szukalska, a Basia Budnik iiii Daria Siewruk:DD (w tym miejscu można składać gratulacje). Ale oprócz tego był:


Budapeszt



 Górskie wypady





 Niemcy



Bałtyk




 Generalnie beztroski




OFF Festival



dużo, dużo zdjęć dzieci



 Paryż



ŚLUB !!!!!!! (to jest tak ważne, że zasługuje na dwa zdjęcia)






 Opener



 Wiedeń



 Wrocławsko-kawowe spotkania


 Wyspy Owcze



 Tajlandia



przeprowadzki








I wiele, wiele innych rzeczy, o których kiedyś już pisałyśmy, ale niestety zaginęły wraz ze starą stroną i których nie dało się uratować. Postanowiłyśmy nie zaczynać totalnie od zera, a wykorzystać strzępki pierwszego i najstarszego bloga, które udało się zachować.


W najbliższym czasie oprócz teraźniejszych wydarzeń będziemy szerzej pisać o wszystkich tych rzeczach, o których wspomniałyśmy tutaj. Mamy nadzieję, że będzie tak fajnie jak dwa lata temu albo i lepiej!!!

Bądźmy w kontakcie:)
With love,
Basia&Daria
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Przemineło z kadrem , Blogger